A brief history of the discovery. What caused one book from 1894 not to be sold, but to return to the University Library in Warsaw.
Ślad pozostawiony przed laty na kartach książki stał się kluczem do odkrycia jej niezwykłej historii. Zapraszamy do poznania opowieści o proweniencji, dawnym księgozbiorze i powrocie cennego egzemplarza na właściwe miejsce.
Dzięki współpracy z dr. Zbigniewem Olczakiem z Biblioteki Uniwersyteckiej w Warszawie udało się ustalić pochodzenie egzemplarza oraz doprowadzić do jego powrotu do historycznego księgozbioru
Każda stara książka ma swoją historię. Nie każda zdążyła ją jednak opowiedzieć.
Ta historia jest również opowieścią o tym, jak cenna może być współpraca między antykwariuszami a bibliotekarzami w badaniach proweniencyjnych dawnych książek.
Praca antykwariusza kojarzy się najczęściej z wyszukiwaniem rzadkich książek, oceną ich stanu zachowania czy określaniem wartości kolekcjonerskiej. To oczywiście ważna część naszej codzienności, jednak istnieje również drugi wymiar tej pracy – znacznie mniej widoczny, a często dużo bardziej fascynujący.
To historia ukryta pomiędzy kartami książki.
Czasami zapisano ją odręcznym pismem dawnego właściciela. Innym razem kryje się pod niewielką pieczęcią, niemal niewidocznym numerem inwentarzowym albo starym ekslibrisem. Bywa, że pojedynczy ślad prowadzi do prywatnej biblioteki wybitnego uczonego, arystokratycznego pałacu, klasztoru, uniwersytetu lub instytucji, której losy od dawna wydawały się zamkniętym rozdziałem historii.
Takie odkrycia przypominają, że stare książki są nie tylko nośnikiem treści, ale również świadkami epoki, ludzi i wydarzeń.
Jedna z takich historii wydarzyła się niedawno w Antykwariacie Sobieski.
Książka, która miała trafić do sprzedaży
Do naszego antykwariatu trafił egzemplarz książki Jana Sawickiego „Ludzie i wypadki z 1861–1865 roku. Obrazki z powstania”, wydanej we Lwowie w 1894 roku.
Na pierwszy rzut oka był to interesujący, przedwojenny druk, który z pewnością wzbudziłby zainteresowanie kolekcjonerów historii Polski i XIX-wiecznego piśmiennictwa.
Jak zawsze rozpoczęliśmy jego dokładne oględziny.
Sprawdziliśmy kompletność, stan zachowania, oprawę, ewentualne uszkodzenia oraz cechy wydawnicze. To standardowa procedura, którą przechodzą wszystkie książki trafiające do naszej oferty.
Jednak tym razem uwagę zwróciło coś jeszcze.
Na kartach książki zachowały się owalna pieczęć tuszowa z rosyjskim napisem oraz numer inwentarzowy.
Dla wielu osób byłyby to jedynie stare stemple, które nie wpływają na możliwość przeczytania książki.
Dla antykwariusza są to jednak informacje równie cenne jak sama treść dzieła.
To właśnie one bardzo często pozwalają odpowiedzieć na pytania:
- Do kogo należała książka?
- Jaką drogę przebyła przez ponad sto lat?
- Czy była częścią znanego księgozbioru?
- Czy jej obecność na rynku antykwarycznym jest naturalnym efektem historii, czy też wymaga dodatkowej weryfikacji?
Na tym etapie nie znaliśmy jeszcze odpowiedzi.
Wiedzieliśmy jedynie, że warto je znaleźć.
Jedna pieczęć potrafi zmienić wszystko
Osoby niezwiązane z rynkiem antykwarycznym często pytają, dlaczego poświęcamy tyle uwagi starym pieczęciom, odręcznym wpisom czy numerom zapisanym ołówkiem.
Odpowiedź jest prosta.
Każdy znak pozostawiony na książce jest fragmentem jej biografii.
Podobnie jak człowiek posiada własną historię życia, tak również książka ma swoją drogę – od drukarni, przez księgarnię, biblioteki, prywatnych właścicieli i kolekcjonerów, aż po współczesny antykwariat.
Niektóre egzemplarze przez ponad sto lat zmieniały właścicieli zaledwie kilka razy.
Inne podróżowały przez wiele krajów, przeżyły wojny, zmiany granic, likwidacje bibliotek czy rozproszenie wielkich kolekcji.
Właśnie dlatego proweniencja, czyli historia własności konkretnego egzemplarza, jest dziś jedną z najważniejszych dziedzin badań nad dawną książką.
To ona pozwala odtworzyć losy pojedynczego woluminu i często nadaje mu dodatkową wartość historyczną.
Niekiedy okazuje się nawet cenniejsza niż sama rzadkość wydania.
Proweniencja – słowo, które otwiera drzwi do przeszłości
Proweniencja to wszystkie ślady pozwalające ustalić, do kogo książka należała i jaką drogę przebyła od momentu wydania do dnia dzisiejszego.
Najczęściej są to:
- ekslibrisy,
- pieczęcie bibliotek i instytucji,
- superekslibrisy na oprawach,
- numery inwentarzowe,
- autografy właścicieli,
- dedykacje,
- rękopiśmienne notatki,
- nalepki księgarskie i introligatorskie,
- dawne sygnatury biblioteczne,
- charakterystyczne oprawy wykonywane na zamówienie.
Dla przeciętnego czytelnika mogą wydawać się drobiazgami.
Dla historyka książki są często najcenniejszym źródłem informacji o konkretnym egzemplarzu.
To właśnie analiza takich śladów pozwala odtworzyć historię, której nie znajdziemy w żadnym katalogu bibliotecznym ani opracowaniu bibliograficznym.
W przypadku książki Jana Sawickiego wszystko wskazywało na to, że mamy do czynienia z egzemplarzem o znacznie ciekawszej historii, niż można było przypuszczać podczas pierwszych oględzin.
Nie wiedzieliśmy jeszcze, dokąd zaprowadzi nas ta droga.
Wiedzieliśmy jednak jedno.
Ta książka miała nam jeszcze wiele do opowiedzenia.
Kiedy kilka pieczęci zamienia antykwariusza w… detektywa
Praca z dawną książką uczy pokory.
Nie każda pieczęć jest czytelna. Nie każdy podpis da się bez trudu odczytać. Zdarza się, że atrament wyblakł ponad sto lat temu, fragment odbitki został obcięty podczas oprawy, a jedyną wskazówką pozostają dwie lub trzy litery zapisane cyrylicą albo łaciną.
W takich chwilach zaczyna się coś, co w Antykwariacie Sobieski lubimy najbardziej – badania proweniencyjne.
To proces, którego nie da się przeprowadzić według jednego schematu. Każda książka wymaga indywidualnego podejścia. Czasami odpowiedź znajdujemy w ciągu kilku minut. Innym razem rozwiązanie zagadki zajmuje wiele godzin, a nawet kilka dni.
Zdarza się, że porównujemy pieczęcie z innymi egzemplarzami, przeglądamy dawne katalogi bibliotek, korzystamy z bibliotek cyfrowych, archiwów, publikacji naukowych czy baz danych. Niekiedy konieczne jest skontaktowanie się z bibliotekarzami, muzealnikami lub historykami książki, którzy od lat zajmują się konkretnymi księgozbiorami.
Nie jest to efekt zwykłej ciekawości.
To element należytej staranności, którą – naszym zdaniem – powinien kierować się każdy profesjonalny antykwariat.
Bo za każdą pieczęcią może kryć się niezwykła historia.
Ale równie dobrze może kryć się obowiązek dokładniejszego sprawdzenia pochodzenia egzemplarza.
Nie jesteśmy Indianą Jonesem... choć czasami by się przydał
Przyznamy szczerze – praca antykwariusza wygląda zdecydowanie mniej spektakularnie niż filmy przygodowe.
Nie uciekamy przed ogromnym kamieniem toczącym się przez świątynię, nie przeskakujemy nad przepaściami i raczej nie nosimy skórzanego kapelusza.
Choć trzeba przyznać, że czasami kilka niepozornych pieczątek potrafi dostarczyć emocji porównywalnych z dobrą powieścią sensacyjną.
Naszą "bronią" są jednak nie bicz i rewolwer, lecz lupa, literatura fachowa, archiwa, katalogi biblioteczne, cierpliwość oraz... telefon i poczta elektroniczna.
Bo bardzo często najważniejszym narzędziem okazuje się rozmowa z drugim człowiekiem.
Historia, która nauczyła nas, że nie wolno niczego zakładać z góry
Kilka lat temu do naszego antykwariatu trafił większy zbiór książek medycznych.
Na pierwszy rzut oka nie było w tym nic niezwykłego. Publikacje specjalistyczne, podręczniki akademickie, wydawnictwa naukowe.
Podczas oględzin zauważyliśmy jednak coś, co natychmiast zwróciło naszą uwagę.
W wielu egzemplarzach znajdowały się liczne pieczęcie instytucji związanych z uczelnią medyczną, dawne sygnatury oraz oznaczenia biblioteczne.
Pojawiło się więc naturalne pytanie:
Czy książki zostały zgodnie wycofane ze zbiorów, czy też ich obecność na rynku wymaga wyjaśnienia?
To sytuacja, w której nie można kierować się domysłami.
Z jednej strony nie wolno bezpodstawnie podejrzewać właściciela o nieuczciwość.
Z drugiej – nie można zignorować sygnałów, które mogą świadczyć o szczególnym pochodzeniu egzemplarzy.
Dlatego rozpoczęliśmy weryfikację.
Skontaktowaliśmy się z odpowiednimi instytucjami, wysłaliśmy wiadomości, wykonaliśmy telefony i staraliśmy się odtworzyć historię tych książek.
Po pewnym czasie otrzymaliśmy odpowiedź.
Okazało się, że książki zostały zgodnie z obowiązującymi procedurami wycofane ze zbiorów bibliotecznych i przeznaczone do utylizacji. Zamiast jednak trafić na przemiał, zostały uratowane i weszły do legalnego obrotu antykwarycznego.
Osoba, która je posiadała, mogła nimi w pełni legalnie dysponować.
To była dobra wiadomość.
Ale równie ważne było coś innego.
Mieliśmy pewność.
I właśnie o tę pewność chodzi.
Dlaczego sprawdzamy więcej, niż musimy?
Niektórzy mogliby powiedzieć, że skoro książka od wielu lat funkcjonuje na rynku antykwarycznym, to nie ma potrzeby zadawania dodatkowych pytań.
My patrzymy na to inaczej.
Jeżeli pojawiają się oznaczenia sugerujące przynależność do biblioteki, muzeum, uczelni czy innej instytucji publicznej, warto poświęcić czas na ich zweryfikowanie.
Nie dlatego, że każda taka książka pochodzi z niewłaściwego źródła.
Wręcz przeciwnie.
W zdecydowanej większości przypadków wszystko okazuje się całkowicie zgodne z prawem.
Jednak właśnie dlatego, że zdarzają się wyjątki, uważamy, że obowiązkiem profesjonalnego antykwariusza jest sprawdzenie takich informacji najlepiej, jak pozwalają na to dostępne źródła.
To element odpowiedzialności wobec historii książki, instytucji kultury oraz naszych klientów.
Kupując dawną książkę, kolekcjoner powinien mieć pewność, że nabywa obiekt, którego pochodzenie zostało zweryfikowane z należytą starannością.
I choć nie jesteśmy śledczymi ani biegłymi sądowymi, staramy się pracować w taki sposób, aby nie pozostawiać pytań bez odpowiedzi, jeśli istnieje możliwość ich wyjaśnienia.
Jedna pieczęć, która zaprowadziła nas do Biblioteki Uniwersyteckiej w Warszawie
W przypadku książki Jana Sawickiego początkowo wiedzieliśmy jedynie, że zachowane oznaczenia nie są przypadkowe.
Owalna pieczęć wykonana cyrylicą oraz numer inwentarzowy wskazywały, że egzemplarz należał niegdyś do dużego, dobrze zorganizowanego księgozbioru.
Pozostawało jednak najważniejsze pytanie:
Jakiego?
We współpracy z dr. Zbigniewem Olczakiem, Kierownikiem Gabinetu Zbiorów XIX Wieku Biblioteki Uniwersyteckiej w Warszawie, od lat zajmującym się badaniami księgozbioru Arkadija Andrejewicza Tołoczanowa, przeprowadziliśmy szczegółową analizę zachowanych śladów proweniencyjnych. Połączenie dokumentacji, oznaczeń zachowanych na egzemplarzu oraz wiedzy specjalistycznej pozwoliło dokonać jego identyfikacji i potwierdzić związek z historycznym księgozbiorem.
Po wyjaśnieniu wszystkich okoliczności wspólnie uznaliśmy, że właściwym miejscem dla tej książki jest Biblioteka Uniwersytecka w Warszawie - instytucja związana z zachowaniem i badaniem tego dziedzictwa.
W pewnym momencie stało się jasne, że nie mamy już do czynienia jedynie z interesującym egzemplarzem dawnej książki, lecz z konkretnym świadectwem historii pewnego księgozbioru.
Był to moment, w którym zwykłe opracowanie antykwaryczne przerodziło się w badania nad dziejami książki i jej dawnych właścicieli.
Ustalenia te potwierdziły, że egzemplarz jest związany z historycznym księgozbiorem Arkadija Andrejewicza Tołoczanowa, którego część zachowana jest dziś w Bibliotece Uniwersyteckiej w Warszawie.
W konsekwencji wspólnie doszliśmy do przekonania, że to właśnie ta instytucja jest naturalnym miejscem dla zachowania dalszej historii tego egzemplarza.
Wspólnie udało się przywrócić egzemplarz do historycznego księgozbioru
Na rynku antykwarycznym sukces najczęściej kojarzy się z odnalezieniem wyjątkowo rzadkiego wydania lub spektakularną sprzedażą cennego obiektu.
My uważamy, że sukces może wyglądać również inaczej.
Czasami największą satysfakcję daje świadomość, że książka wraca tam, gdzie jest ważnym elementem większej całości.
Nie wszystko da się przeliczyć na wartość rynkową.
Niektóre egzemplarze posiadają przede wszystkim wartość historyczną, wynikającą z ich związku z konkretnym księgozbiorem, biblioteką czy kolekcją.
W takich sytuacjach najważniejsze staje się zachowanie ciągłości historii.
Dlatego właśnie podjęliśmy decyzję o przekazaniu egzemplarza Bibliotece Uniwersyteckiej w Warszawie.
Możemy z satysfakcją powiedzieć, że dzięki współpracy z dr. Zbigniewem Olczakiem i Biblioteką Uniwersytecką w Warszawie udało się ustalić historię tego egzemplarza oraz doprowadzić do jego powrotu do właściwego księgozbioru. Takie sytuacje pokazują, jak wiele można osiągnąć, gdy wiedza bibliotekarzy i doświadczenie antykwariuszy wzajemnie się uzupełniają.
To jedno zdanie najlepiej podsumowuje całą tę historię.
Księgozbiór Arkadija Andrejewicza Tołoczanowa
Historia odnalezionego egzemplarza stała się dla nas również okazją do bliższego poznania jednego z najcenniejszych historycznych księgozbiorów znajdujących się w Bibliotece Uniwersyteckiej w Warszawie.
Nie chcieliśmy jednak opisywać go wyłącznie na podstawie dostępnych publikacji czy materiałów archiwalnych.
Uznaliśmy, że znacznie większą wartość dla naszych Czytelników będzie miał komentarz osoby, która od lat zajmuje się tym zbiorem zawodowo.
Dlatego o przedstawienie historii kolekcji Arkadija Andrejewicza Tołoczanowa poprosiliśmy dr. Zbigniewa Olczaka, Kierownika Gabinetu Zbiorów XIX Wieku Biblioteki Uniwersyteckiej w Warszawie.
Poniżej opublikujemy przygotowany przez niego komentarz, przybliżający historię księgozbioru, jego znaczenie dla polskiego dziedzictwa kulturowego oraz miejsce, jakie zajmuje w zbiorach Biblioteki Uniwersyteckiej w Warszawie.
Komentarz ekspercki
dr Zbigniew Olczak
Kierownik Gabinetu Zbiorów XIX Wieku
Biblioteka Uniwersytecka w Warszawie
(miejsce na autorski tekst)
Internet zmienił wszystko. Także historię dawnych książek.
Jeszcze kilkanaście czy kilkadziesiąt lat temu badania proweniencyjne wyglądały zupełnie inaczej niż dziś.
Jeżeli antykwariusz chciał ustalić pochodzenie książki, pozostawały mu przede wszystkim drukowane katalogi, specjalistyczna literatura, własne notatki oraz rozmowy z innymi bibliofilami i bibliotekarzami. Wiele informacji przekazywano sobie podczas spotkań środowiskowych, targów książki czy aukcji antykwarycznych.
Sam rynek również funkcjonował inaczej.
Książki zmieniały właścicieli podczas aukcji papierowych, w antykwariatach stacjonarnych lub poprzez prywatne transakcje. Często przez dziesięciolecia krążyły pomiędzy kolekcjonerami, nie pozostawiając po sobie praktycznie żadnego śladu poza kolejną pieczęcią lub odręcznym wpisem.
Nie istniały internetowe katalogi bibliotek, cyfrowe archiwa ani wyszukiwarki obrazów, które w ciągu kilku minut potrafią odnaleźć podobne oznaczenia czy porównać fotografie egzemplarzy znajdujących się na drugim końcu świata.
Dziś możliwości są zupełnie inne.
Biblioteki digitalizują swoje zbiory, publikują katalogi online i udostępniają coraz więcej materiałów badaczom oraz kolekcjonerom. Powstają cyfrowe repozytoria, bazy ekslibrisów, katalogi dawnych właścicieli księgozbiorów oraz publikacje dostępne w otwartym dostępie.
To ogromna zmiana.
Informacje, których jeszcze dwadzieścia lat temu poszukiwano tygodniami, dziś często można odnaleźć w ciągu kilku godzin.
Oczywiście internet nie zastąpi wiedzy, doświadczenia ani krytycznego myślenia. Potrafi jednak połączyć fakty, do których wcześniej niezwykle trudno było dotrzeć.
To sprawia, że historie dawnych książek coraz częściej wychodzą z cienia.
Każda pieczęć zasługuje na chwilę uwagi
Nie każda książka z pieczęcią biblioteczną została utracona.
Nie każda książka z numerem inwentarzowym powinna wrócić do instytucji, z której kiedyś pochodziła.
I nie każda zagadka kończy się spektakularnym odkryciem.
Bardzo wiele egzemplarzy trafiło na rynek antykwaryczny całkowicie legalnie – zostały wycofane ze zbiorów, sprzedane, przekazane lub rozproszone zgodnie z obowiązującymi przepisami i procedurami.
Jednak właśnie dlatego, że nie da się tego ocenić na pierwszy rzut oka, warto zachować ostrożność.
Każda pieczęć, ekslibris czy wpis własnościowy może być jedynie ciekawostką.
Może też okazać się kluczem do historii, która przez wiele lat pozostawała nieznana.
Dlatego uważamy, że każdy taki ślad zasługuje przynajmniej na chwilę uwagi.
Odpowiedzialność antykwariusza nie kończy się na sprzedaży książki
W Antykwariacie Sobieski od lat powtarzamy, że naszym zadaniem nie jest wyłącznie odnajdywanie rzadkich książek.
Równie ważne jest poznawanie ich historii.
Nie jesteśmy organem ścigania.
Nie jesteśmy również instytucją odpowiedzialną za rozstrzyganie sporów dotyczących własności zabytków.
Ale jesteśmy przekonani, że profesjonalny antykwariat powinien dochować należytej staranności przy badaniu pochodzenia oferowanych egzemplarzy.
To odpowiedzialność wobec naszych Klientów, którzy powierzają nam swoje zaufanie.
To odpowiedzialność wobec instytucji kultury, które od pokoleń chronią narodowe dziedzictwo.
I wreszcie – odpowiedzialność wobec samych książek.
Bo każda z nich przetrwała dziesiątki, a czasem setki lat.
Zasługuje więc na to, aby jej historia została poznana i opowiedziana możliwie najwierniej.
Jedna książka. Ponad sto lat historii.
Historia egzemplarza książki Jana Sawickiego pokazała nam po raz kolejny, że nawet niepozorna pieczęć może otworzyć drzwi do niezwykłej opowieści.
Opowieści o ludziach, bibliotekach, kolekcjonerach i instytucjach, które przez ponad sto lat współtworzyły historię jednego woluminu.
Dzięki zachowanym oznaczeniom oraz badaniom proweniencyjnym udało się odtworzyć fragment tej drogi i doprowadzić do szczęśliwego finału.
Odnaleźliśmy i przywróciliśmy właściwe miejsce egzemplarza z dawnego księgozbioru Arkadija Andrejewicza Tołoczanowa.
To nie tylko historia jednej książki.
To przypomnienie, że każdy dawny egzemplarz może skrywać własną, niepowtarzalną historię.
Być może kolejna właśnie czeka na odkrycie.
Od autora
Jeżeli posiadasz stare książki z pieczęciami bibliotek, ekslibrisami, odręcznymi wpisami lub innymi znakami własnościowymi i zastanawiasz się, co oznaczają, warto poświęcić chwilę na ich zbadanie. Niekiedy są jedynie pamiątką po dawnym właścicielu, innym razem pozwalają odtworzyć fascynujące losy konkretnego egzemplarza.
To właśnie takie historie chcemy opowiadać w cyklu „Historie odnalezionych egzemplarzy”.
dodać zdjęcia
- karta tytułowa książki,
- pieczęć Tołoczanowa,
- numer inwentarzowy,
- zbliżenie na oznaczenia,
- kilka zdjęć procesu oględzin,
- oraz fotografie z komentarzem dr. Zbigniewa Olczaka
Polish